Porównanie Porsche 911 Turbo S i Nissan GT-R Nismo – osiągi, komfort i codzienna użyteczność

0
10
Rate this post

Spis Treści:

Krótkie przedstawienie bohaterów – 911 Turbo S i GT-R Nismo

Geneza i filozofia każdego modelu

Porsche 911 Turbo S i Nissan GT-R Nismo to dwa zupełnie różne podejścia do tego samego zadania: jechać piekielnie szybko, dawać ogromną frajdę z jazdy i jednocześnie nie męczyć w codziennym użytkowaniu. Z jednej strony niemiecka tradycja, precyzja i ewolucja od lat 70., z drugiej – japońska „Godzilla”, symbol brutalnej siły i technologii wyprzedzającej swoje czasy.

Historia Porsche 911 Turbo zaczyna się od słynnego 930 Turbo, który dorobił się przydomka „widow-maker”. Wczesne turbodoładowane 911-ki potrafiły zaskoczyć nagłym przyrostem mocy w środku zakrętu – piękne w gazetach, trudne w realnym prowadzeniu. Z czasem Porsche oswoiło turbodoładowanie, dołożyło napęd na cztery koła, coraz mądrzejszą elektronikę i dopracowało ergonomię. Dzisiejsze 911 Turbo S to bardziej rakieta do wszystkiego niż kapryśny sportowiec: jest nieprzyzwoicie szybkie, a jednocześnie zaskakująco cywilizowane.

Nissan GT-R z kolei to ucieleśnienie japońskiej obsesji na punkcie czasu okrążenia. Wywodzi się z linii Skyline GT-R, która już w latach 90. siała postrach na torach i wśród tunerów. Współczesny GT-R (R35) od początku był skonstruowany jak technologiczne laboratorium: masywny napęd 4×4, zaawansowany system rozdziału momentu ATTESA, skrzynia dwusprzęgłowa, masa czujników i komputerów. Wersja Nismo to jeszcze bardziej „wyostrzone” wcielenie – więcej docisku, sztywniejsze zawieszenie, lżejsze elementy nadwozia, detale rodem z motorsportu.

Filozofia Porsche to elegancka efektywność. Auto ma być najszybsze, ale przy tym pięknie wykonane, dyskretne i funkcjonalne. GT-R Nismo reprezentuje z kolei nurt techno-brutal: design jest agresywny, linie nadwozia ostre, wnętrze nie udaje salonu z mediami premium – tutaj najpierw jest tor, później reszta. To różnica, która w praktyce mocno wpływa na wybór: 911 Turbo S można wjechać pod operę i nikt nie powie złego słowa; GT-R Nismo wzbudzi raczej skojarzenia z grą komputerową niż z filharmonią.

Dla kogo te auta są tworzone

Typowy nabywca Porsche 911 Turbo S to osoba, która oczekuje połączenia trzech cech: osiągów na poziomie supersamochodu, komfortu prawie jak w limuzynie i bardzo wysokiej jakości wykonania. Często to ktoś, kto spędza za kierownicą dużo czasu – dojeżdża do pracy, jeździ w dłuższe trasy, lubi szybkie przeloty autostradowe i od czasu do czasu wyskoczy na track day. 911 Turbo S ma być autem, które „robi wszystko”: od wizyty u klienta, przez zakupy, po wieczorny sprint po górskiej drodze.

Nissan GT-R Nismo celuje w nieco innego kierowcę. Bardziej pasuje do osoby, która wyżej stawia emocje i wrażenia niż perfekcyjne wyciszenie i luksusowe dodatki. Kogoś, kto lubi czuć, że prowadzi maszynę zbudowaną do walki z czasem okrążenia, a nie do wożenia się w ciszy. Nie znaczy to, że GT-R Nismo nie nadaje się do jazdy na co dzień – nadaje się, ale jego charakter wymaga większej tolerancji na hałas, sztywność zawieszenia i twardsze, bardziej wyczynowe nastawy.

Rynek, dostępność i nowe vs używane egzemplarze

Na rynku europejskim Porsche 911 Turbo S jest stosunkowo łatwo dostępne – zarówno jako nowe, jak i kilkuletnie używane. Porsche ma gęstą sieć dealerską, mocne wsparcie serwisowe i dobrze ułożoną logistykę części. Co ważne, 911 Turbo S bardzo dobrze trzyma wartość, więc zakup nowego egzemplarza oznacza mniejszą utratę wartości niż w przypadku wielu innych aut sportowych.

Nissan GT-R Nismo to zupełnie inna historia. Sam GT-R jest rzadziej spotykany, a wersja Nismo to już nisza w niszy. W Europie egzemplarzy jest mało, czas oczekiwania na nowe auto bywał długi, a obecnie model jest na końcowym etapie życia rynkowego. Na rynku wtórnym trudno o duży wybór, a znalezienie zadbanego Nismo wymaga cierpliwości. Natomiast rzadkość i kultowy status działają tu jak poduszka dla wartości rezydualnej – dobrze utrzymany GT-R Nismo potrafi dzielnie bronić swojej ceny.

Przy wyborze między nowym a używanym dochodzą kwestie kosztów serwisu, gwarancji oraz tuningu. 911 Turbo S często kupowane jest jako nowe i serwisowane wyłącznie w ASO, zgodnie z zaleceniami producenta. GT-R Nismo ma z kolei sporo egzemplarzy po mniejszych lub większych modyfikacjach – nie zawsze udokumentowanych. To potrafi skomplikować zakup, ale też bywa atutem dla osób szukających auta „ponad Nismo”.

Dane techniczne w praktyce – moc, napęd, skrzynie

Silniki i charakter oddawania mocy

Oba auta korzystają z turbo-doładowanych jednostek V6 (Nissan) i bokser 6-cylindrowy (Porsche), ale ich charakter jest zupełnie inny. Porsche 911 Turbo S wykorzystuje płaskiego sześciocylindrowego boksera z dwiema turbosprężarkami o zmiennej geometrii. Taki układ zapewnia bardzo szybką reakcję na gaz, wysoki moment obrotowy dostępny nisko w zakresie obrotów oraz liniowy przyrost mocy. W praktyce 911 Turbo S wyrywa do przodu praktycznie z każdych obrotów – w mieście, na autostradzie, na górskiej drodze, nieważne, który bieg jest wrzucony.

Nissan GT-R Nismo używa 3,8-litrowego silnika V6 z dwiema turbosprężarkami, zestrojonego przez dział Nismo. Jednostka jest wyraźnie bardziej agresywna i „ostro” reaguje na gaz, ale można wyczuć nieco bardziej klasyczny charakter turbodoładowania – przy wyższych obrotach silnik wybucha dodatkową porcją mocy, co daje bardzo wciągające wrażenia. Różnica jest subtelna, ale wyczuwalna: Porsche stawia na absolutną przewidywalność i płynność, Nissan oferuje moc z lekkim teatralnym „doładowaniem emocji” na górze.

Przy codziennej jeździe po mieście 911 Turbo S wydaje się bardziej „leniwe” – oczywiście w pozytywnym sensie. Można jechać na niskich obrotach, korzystać z ogromnej elastyczności i niemal zapomnieć, że pod prawą stopą czai się potężna moc. GT-R Nismo skłania kierowcę do częstszego korzystania z wyższych obrotów, chętniej kusi do dynamicznej jazdy, a przy spokojnej jeździe bywa odrobinę mniej „aksamitny”.

Napęd na cztery koła i skrzynie biegów

Oba samochody wykorzystują zaawansowany napęd na cztery koła, ale szczegóły działania mocno się różnią. W 911 Turbo S mamy system Porsche Traction Management, który preferuje tylną oś, ale w razie potrzeby natychmiast dołącza przód. Efekt: w normalnej jeździe auto zachowuje typowo 911-owy charakter – mocniejsze „pchanie” tyłu, naturalne wejścia w zakręt – a w kryzysie potrafi zamienić się w przyczepny, neutralny pocisk. System działa bardzo płynnie i trudno wyczuć moment, w którym przód zaczyna intensywniej brać udział w przekazaniu mocy.

W Nissanie GT-R Nismo działa system ATTESA E-TS, który też preferuje tylną oś, ale jego zachowanie jest subiektywnie bardziej „mechaniczne”. Kierowca czuje, że auto wciąga się na wyjściu z zakrętu. GT-R potrafi lekko „zatańczyć” tyłem, zanim rozdział momentu uspokoi sytuację – zwłaszcza przy mocniejszym dodaniu gazu. Ta „szorstkość” jest celowa, buduje poczucie jazdy bardziej „analogowym” potworem, mimo że steruje tym skomplikowana elektronika.

Skrzynie biegów to kolejny obszar dużych różnic. 911 Turbo S korzysta z dwusprzęgłowej przekładni PDK, która działa niezwykle płynnie w trybach komfortowych i błyskawicznie w trybach sportowych. Zmiany biegów w codziennej jeździe są praktycznie niewyczuwalne – samochód sunie, jakby miał jeden długi, nieskończony bieg. W trakcie ostrej jazdy reakcja na łopatki jest natychmiastowa, a skrzynia świetnie przewiduje zamiary kierowcy.

W GT-R Nismo również pracuje skrzynia dwusprzęgłowa, jednak jej kultura jest wyraźnie bardziej „surowa”. W mieście, przy manewrowaniu i powolnej jeździe, można odczuć delikatne szarpnięcia, typowe dla wczesnych rozwiązań tego typu. Przy ostrej jeździe zmiany biegów są szybkie i zdecydowane, ale nie tak aksamitne jak w Porsche. Dla części kierowców to plus – skrzynia sprawia wrażenie bardziej „motorsportowej”, mniej „wygładzonej”, co zwiększa poczucie bezpośredniego kontaktu z maszyną.

Różnice odczuwalne dla amatora i kierowcy z doświadczeniem

Dla kierowcy, który nie ma dużego doświadczenia na torze, Porsche 911 Turbo S może wydać się łatwiejsze do opanowania. Auto doskonale maskuje swoje osiągi, a zaawansowana elektronika, przewidywalny silnik i łagodniejsza skrzynia pozwalają jechać bardzo szybko, nie czując przy tym ciągłego napięcia. Prowadzenie jest intuicyjne, układ kierowniczy niezwykle precyzyjny, a reakcje na gaz są spójne z tym, czego spodziewa się przeciętny kierowca.

GT-R Nismo wymaga od kierowcy więcej „wejścia” w auto. Przy wolnej jeździe można odczuć, że samochód jest sztywny i trochę „toporny”. Przy wysokim tempie, kiedy zawieszenie i napęd zaczynają pracować w swoim optymalnym zakresie, GT-R pokazuje pełnię możliwości i potrafi robić rzeczy, których żaden rozsądny człowiek nie spodziewa się po tak ciężkim samochodzie. Dla kogoś z doświadczeniem torowym GT-R bywa bardziej satysfakcjonujący, bo wymaga większej pracy za kierownicą, a tempo jest bardziej „wywalczone” niż „dostarczone przez systemy”.

Różni są też klienci pod kątem oczekiwań wizerunkowych. 911 Turbo S to klasyczny symbol statusu – mocno obecny w kulturze biznesowej, lifestyle’owych magazynach, zestawiany w rankingach obok innych aut premium jak S8 czy Ghibli Trofeo (zobacz choćby tekst Audi S8 kontra Maserati Ghibli Trofeo – luksus z prędkością). GT-R Nismo ma bardziej „geekowy” prestiż: docenią go ludzie, którzy śledzą motorsport, gry pokroju Gran Turismo i kulturę JDM.

W codziennym użytkowaniu różnica sprowadza się do tego, że 911 Turbo S zdejmuje z kierowcy część odpowiedzialności za idealne panowanie nad autem. GT-R Nismo jest bardziej bezkompromisowy – jeśli popełni się błąd, samochód to pokaże, choć nadal jest znacznie bardziej przyjazny niż dawne auta tej klasy z napędem tylko na tył.

Osiągi – od sprintu po track day

Przyspieszenie 0–100, 100–200 i realne wrażenia

Zarówno Porsche 911 Turbo S, jak i Nissan GT-R Nismo są w realnym świecie tak szybkie, że rozmowy o dziesiątych częściach sekundy od 0 do 100 km/h są bardziej tematem do kawy niż czymś, co robi różnicę na ulicy. Oba auta przyspieszają do 100 km/h w czasie, który przekracza granicę „sensownej percepcji” – kierowcę bardziej interesuje, czy zdąży powiedzieć jedno zdanie, zanim na liczniku pojawi się „trzycyfrowy” wynik.

W praktyce, przy aktywnej funkcji launch control, 911 Turbo S startuje jak wyrzucone z katapulty. Napęd na cztery koła i doskonała trakcja sprawiają, że samochód „przykleja” się do asfaltu, a pasażerowie czują mocne dociśnięcie do foteli w całym zakresie prędkości. W GT-R Nismo launch control również działa brutalnie, ale odczucia są nieco inne – większy hałas, wyraźniejsze „kopnięcie” w momencie załączenia napędu, więcej mechanicznych dźwięków.

Różnica w przyspieszeniu 0–100 km/h jest niewielka i zależy od warunków: temperatury asfaltu, przyczepności, jakości opon, reakcji kierowcy. Bardziej interesujące jest porównanie przyspieszenia 100–200 km/h gdzie liczy się elastyczność i aerodynamika. Tu 911 Turbo S zwykle delikatnie wygrywa – lepiej „ciągnie” z wyższych prędkości i zwalnia nieco wolniej wraz ze wzrostem oporu powietrza. GT-R Nismo wciąż jest absurdalnie szybki, ale można odnieść wrażenie, że powyżej pewnego progu prędkości Porsche ma odrobinę więcej oddechu.

Hamowanie, przyczepność i zachowanie w zakrętach

Osiągi to nie tylko przyspieszenie. Hamowanie jest równie ważne, zwłaszcza w aucie, które ma regularnie bywać na torze. 911 Turbo S często jest wyposażone w ceramiczne tarcze hamulcowe, które zapewniają niesamowitą skuteczność i odporność na przegrzanie. Przy kilku ostrych hamowaniach z wysokich prędkości różnica w stosunku do klasycznych stalowych tarcz staje się bardzo wyraźna – pedał hamulca pozostaje twardy, a skuteczność praktycznie nie spada.

Trwałość osiągów na torze i zarządzanie temperaturą

Jedno mocne przyspieszenie każdy samochód „załatwi”. Prawdziwy test zaczyna się po kilku okrążeniach toru, gdy wszystko jest rozgrzane do czerwoności. Porsche 911 Turbo S słynie z powtarzalności – jeśli ciśnienie w oponach i paliwa w baku są w normie, auto jest w stanie powtarzać szybkie okrążenia z minimalnymi różnicami. Układ chłodzenia silnika i skrzyni biegów został zestrojony tak, by przy typowej „amatorskiej” jeździe torowej nie dochodziło do wyraźnego spadku mocy. Elektronika stopniowo pilnuje temperatur, ale robi to na tyle subtelnie, że kierowca zwykle odkrywa ten fakt dopiero w danych z loggera.

Nissan GT-R Nismo jest pod tym względem bardziej „szczery”. Po kilku naprawdę ostrych okrążeniach w upalny dzień można poczuć lekkie spadki wydajności – reakcja na gaz minimalnie się łagodzi, a skrzynia biegów w ekstremalnych warunkach potrafi na chwilę wydłużyć czas zmiany przełożeń, chroniąc podzespoły. Nie oznacza to nagłego „odcięcia” mocy, raczej stopniowe wyhamowanie entuzjazmu. Przy normalnym track day, z przerwami między sesjami, oba auta wytrzymują bez dramatu – ale Turbo S zachowuje pełnię formy trochę dłużej.

Na hamowniach torowych i podczas treningów kierowcy często zauważają, że GT-R jest bardziej czuły na jakość chłodzenia. Dobrze dobrany olej, świeży płyn hamulcowy, odpowiednie klocki i sprawne przewietrzanie komory silnika mają większy wpływ na jego dyspozycję. Porsche jest bardziej „plug and play” – wsiadasz, tankujesz dobre paliwo, sprawdzasz ciśnienia i możesz robić szybkie rundy bez grzebania przy aucie co chwilę.

Opony, nawierzchnia i wpływ warunków

W ultra-szybkich samochodach opony są kluczowym elementem osiągów. 911 Turbo S często wyjeżdża z fabryki na oponach, które łączą dobrą trakcję z rozsądną trwałością, ale to nadal mieszanki mocno nastawione na suchy asfalt. Przy niskich temperaturach i wilgotnej nawierzchni elektronika ma sporo roboty – potrafi zapanować nad uślizgami, ale „magii” nie ma, jeśli guma jest zimna jak lód. W praktyce Porsche w deszczu jest szybsze, niż rozsądny człowiek miałby odwagę sprawdzić, bo napęd i systemy bezpieczeństwa wchodzą do akcji bardzo wcześnie.

Nissan GT-R Nismo jest jeszcze bardziej zależny od kondycji ogumienia. Fabryczne opony mają często wyraźnie torowy charakter i gdy są rozgrzane, przyczepność jest fenomenalna. Kłopot w tym, że na zimno potrafią być nerwowe, szczególnie na nierównych, miejskich asfaltach lub w deszczu. Doświadczony kierowca szybko nauczy się „rozmawiać” z GT-R-em – delikatnie rozgrzać opony, stopniowo dokładać tempo – ale dla kogoś, kto po prostu wsiada i rusza, Nissan potrafi początkowo wydać się zaskakująco wymagający.

W codziennym użytkowaniu różnica objawia się prosto: Porsche jest bardziej przewidywalne, gdy nagle trafi się ulewny deszcz na autostradzie lub porządnie zaśmiecony asfalt na lokalnej drodze. GT-R potrzebuje większej uwagi – przy mocniejszym dodaniu gazu na mokrej nawierzchni łatwiej przestawić się w tryb „delikatnie i z wyczuciem”, niż zaufać, że systemy załatwią wszystko.

Stabilność przy bardzo wysokich prędkościach

Powyżej prędkości lokalnie „przyjętych” jako normalne, aerodynamika zaczyna grać pierwsze skrzypce. 911 Turbo S stawia na zbalansowaną siłę docisku i stabilność – regulowany tylny spojler oraz aktywne elementy aerodynamiczne sprawiają, że samochód nawet przy absurdalnych prędkościach zachowuje się jak szybka limuzyna: przewidywalnie i bez dramatów. Reakcje na ruchy kierownicą są precyzyjne, ale nie nerwowe, a wrażenie „posadzenia” na asfalcie jest bardzo mocne.

Nissan GT-R Nismo ma bardziej „torowy” pakiet aero – zderzaki, progi, tylny spoiler i dyfuzor generują wyraźny docisk, który pomaga przy wysokich prędkościach na torze. Auto lekko „ciągnie się” w koleinach przy szybkiej jeździe po nierównych drogach, ale kiedy asfalt jest równy, stabilność jest wzorowa. Subiektywnie jednak, GT-R przekazuje więcej informacji do kierowcy – czujesz pod kierownicą fakturę nawierzchni, delikatne nierówności, podmuchy wiatru. Porsche filtruje te bodźce mocniej, robiąc z szybkiej jazdy bardziej „cywilizowany” spektakl.

Czerwony luksusowy sedan i sportowy motocykl na betonowym parkingu
Źródło: Pexels | Autor: Oktay Köseoğlu

Komfort jazdy – zawieszenie, wyciszenie, codzienne nerwy

Sztywność zawieszenia i jakość tłumienia nierówności

Porsche 911 Turbo S korzysta z adaptacyjnego zawieszenia, które realnie ma dwa oblicza. W trybie komfortowym amortyzatory skutecznie wygładzają typowo miejskie niedoskonałości – studzienki, poprzeczne spoiny, drobne dziury. Jasne, to nadal sportowe auto na dużej feldze, więc cudów nie ma, ale nawet na dłuższych dystansach nie męczy. W trybach sportowych nadwozie usztywnia się wyraźnie, jednak tłumienie pozostaje dojrzałe: zamiast „łupnięć” w kręgosłup dostaje się raczej jednogłośny, krótki „komentarz” z podwozia.

GT-R Nismo gra w innej lidze twardości. Zawieszenie jest wyraźnie sztywniejsze już w bazowych ustawieniach, a na gorszych drogach potrafi być męczące. Auto mniej „pływa”, ale za to na dużych nierównościach przód i tył potrafią podrzucić pasażerów. Do szybkiej jazdy i jazdy torowej taki charakter jest idealny – nadwozie siedzi na drodze jak przyklejone, przechyły są minimalne, a reakcje na zmianę obciążenia natychmiastowe. Jednak na co dzień, szczególnie w mieście pełnym progów zwalniających i zapadniętych studzienek, GT-R wymaga więcej cierpliwości i akceptacji, że komfort nie był tutaj priorytetem.

Wyciszenie kabiny i długie trasy

Przy stałej prędkości autostradowej 911 Turbo S jest zaskakująco ciche. Szumy opływowego powietrza są dobrze kontrolowane, hałas od opon – przy rozsądnie dobranym ogumieniu – nie dominuje, a silnik przy wyższych przełożeniach pracuje na spokojnych obrotach. Długie trasy, nawet kilkusetkilometrowe, nie stanowią problemu: głowa nie „pulsuje” od hałasu, można sensownie rozmawiać, słuchać muzyki lub – w gorszych momentach – podcastu o efektywnym planowaniu czasu.

Jeśli interesują Cię konkrety i przykłady, rzuć okiem na: Audi S8 kontra Maserati Ghibli Trofeo – luksus z prędkością.

Nissan GT-R Nismo jest zdecydowanie głośniejszy. Szersze opony, mniej rozbudowane wygłuszenia i głośniejszy wydech powodują, że przy prędkościach autostradowych w kabinie jest sporo szumu. Dla jednych to minus, dla innych – atut. Słychać pracę napędu, lekkie „jęki” przekładni, szum opon na chropowatym asfalcie. To nie jest samochód, w którym po 600 km wysiadasz świeży jak po dniu w spa, ale na krótszych wypadach taka „dźwiękowa szczerość” bywa całkiem uzależniająca.

Pozycja za kierownicą i zmęczenie kierowcy

W 911 Turbo S łatwo znaleźć wygodną pozycję: zakres regulacji fotela i kierownicy jest duży, siedziska dobrze podpierają uda i lędźwie. Dla wysokich osób kabina może nie być „limuzynowo” obszerna, ale ergonomia rekompensuje brak stricte przestrzeni. Po kilku godzinach za kółkiem plecy nie krzyczą o litość, a mięśnie karku nie pamiętają każdego dohamowania. Wszystko jest ustawione tak, żeby jechać szybko i nie męczyć się przy tym bardziej niż to konieczne.

GT-R Nismo ma fotele nastawione mocniej na trzymanie boczne niż na relaks. Boczne podparcia są mocniejsze, siedzisko twardsze, a zakres regulacji wystarczający, ale nie tak bogaty jak w Porsche. Kto ma bardziej „sportową” budowę ciała, będzie zachwycony, natomiast osoby szersze w barkach lub wyższe mogą potrzebować chwili na dogadanie się z ustawieniem fotela. Po intensywnej jeździe torowej doceni się to dopasowanie, jednak przy codziennym stanie dróg twardość siedzisk może przyspieszać uczucie zmęczenia.

Jazda po mieście – manewrowanie, krawężniki i cierpliwość

W miejskiej dżungli Porsche 911 Turbo S zachowuje się zaskakująco grzecznie. Średnica zawracania jest rozsądna, systemy kamer i czujników parkowania pomagają uniknąć spotkania z krawężnikiem, a dostępne zawieszenie z funkcją podnoszenia przodu rozwiązuje problem stromych zjazdów do garaży czy progów zwalniających w wersji „betonowy mur”. Skrzynia PDK płynnie pełza w korkach, nie szarpiąc ani nie wymuszając nerwowego operowania gazem i hamulcem.

GT-R Nismo jest w mieście wyraźnie bardziej „toporny”. Szerokie nadwozie i gorsza widoczność do tyłu sprawiają, że ciasne parkingi w centrach handlowych przestają być zabawne. Niższe zderzaki i progi wymagają większej uwagi przy podjeżdżaniu do krawężników, a skrzynia dwusprzęgłowa przy manewrach potrafi dać znać, że woli zdecydowane polecenia niż powolne „czołganie się”. To nadal auto, którym da się żyć na co dzień, ale wymaga większej koncentracji – i odrobiny odporności na spojrzenia przechodniów, którzy zastanawiają się, czy właśnie pod blokiem nie zaparkował bohater kolejnej części filmu o szybkich i wściekłych.

Wnętrze, multimedia i ergonomia – supersamochód jak normalne auto?

Projekt kokpitu i jakość materiałów

Porsche 911 Turbo S oferuje wnętrze bardzo bliskie temu, co znamy z innych współczesnych 911 – połączenie klasyki z nowoczesnością. Deska rozdzielcza jest czytelna, dominują skóra, aluminium, czasem karbon, wszystko świetnie spasowane. Przyciski i pokrętła są logicznie pogrupowane, a jakość wykonania stoi na bardzo wysokim poziomie. Wrażenie jest takie, że to szybka, bardzo mocna 911-ka, ale nadal samochód zbudowany z myślą, że ktoś może nim jeździć codziennie i nie traktować jak porcelanowej rzeźby.

Nissan GT-R Nismo ma wnętrze o wyraźnie innym charakterze. Czuć tu japońską szkołę designu sprzed kilku lat – więcej klasycznych przycisków, mniej „szklanych” powierzchni. W wersji Nismo pojawiają się elementy z alcantary, karbonu, charakterystyczne przeszycia i kubełkowe fotele, które dodają torowego klimatu. Materiały są solidne, ale nie zawsze dorównują finezją Porsche – bardziej liczy się funkcja i wrażenie wytrzymałości niż luksus w europejskim wydaniu. To kokpit, który mówi: „będę znosił torowe katowanie”, a nie „będę cię rozpieszczał po ciężkim dniu w biurze”.

Obsługa systemów i intuicyjność

Interfejs multimedialny w 911 Turbo S jest nowoczesny, szybki i stosunkowo intuicyjny. Ekran centralny reaguje sprawnie, na kierownicy znajdują się najważniejsze przyciski, a integracja ze smartfonem działa bez większych dramatów. Wiele funkcji – od zmiany trybu jazdy po ustawienia asystentów – można obsłużyć w sposób, który nie wymaga doktoratu z menu samochodowego. Na dłuższą metę docenia się też fizyczne pokrętła do regulacji głośności czy klimatyzacji, które pozwalają szybko coś wyregulować bez odrywania wzroku od drogi.

Nissan GT-R Nismo w kwestii multimediów jest bardziej „oldschoolowy”. Ekran centralny i grafika systemu wydają się prostsze, momentami wręcz archaiczne na tle nowoczesnych rozwiązań. Z drugiej strony, jest w tym pewien urok – mniej animacji, mniej wodotrysków, więcej konkretu. Dla entuzjastów ciekawą zabawką jest szczegółowy podgląd parametrów auta: ciśnień, temperatur, przeciążeń, rozkładu napędu. To trochę jak w grach wyścigowych – tylko że tutaj rzeczywiście czujesz, co dzieje się z samochodem.

Miejsca siedzące, tylna kanapa i praktyczność

Choć może brzmieć to jak żart, Porsche 911 Turbo S faktycznie oferuje tylną kanapę. Owszem, raczej dla dzieci lub bardzo wyrozumiałych dorosłych na krótkie dystanse, ale jednak jest. W codziennym użytku tylne miejsca często pełnią rolę awaryjnego bagażnika – można tam wrzucić plecak, torbę sportową czy zakupy. Do tego dochodzi sensowny bagażnik z przodu (frunk), który spokojnie mieści dwie podręczne walizki. Jak na supersamochód, praktyczność jest zaskakująco wysoka.

Nissan GT-R Nismo ma formalnie cztery miejsca, ale tylne siedziska są raczej symbolicznym dodatkiem. Przy standardowo ustawionych przednich fotelach dorosłym z tyłu brakuje miejsca na nogi i głowę. W praktyce również pełnią rolę dodatkowej półki na bagaż. Za to klasyczny bagażnik z tyłu jest całkiem spory jak na auto tej klasy – weekendowy wypad we dwoje z dwoma torbami i dodatkowym sprzętem foto nie stanowi problemu. Pod względem czystej pojemności ładunkowej GT-R nie jest wcale tak daleko od „normalnych” samochodów segmentu D.

Drobiazgowa ergonomia – przełączniki, schowki, codzienne detale

Codzienna ergonomia – żyć z tym na co dzień

Na co dzień w 911 Turbo S uderza liczba przemyślanych detali. Schowki w drzwiach mieszczą butelkę z wodą, podłokietnik skrywa gniazda USB i miejsce na telefon, a tunel środkowy nie jest zagracony zbędnymi gadżetami. Przełącznik trybów jazdy na kierownicy (tzw. manettino po niemiecku) pozwala jednym ruchem przejść z trybu „jadę po bułki” do „sprawdzam, czy asfalt się jeszcze trzyma”. Wszystkie często używane funkcje są dosłownie pod ręką, więc po kilku dniach prowadzenie staje się intuicyjne.

GT-R Nismo jest mniej finezyjny, ale równie funkcjonalny – tylko w innym stylu. Przełączniki są większe, często celowo „przemysłowe” w dotyku, a część rozwiązań wygląda, jakby pochodziła z ery, gdy smartfony miały jeszcze fizyczne klawiatury. Tyle że to działa. Pokrętła klimatyzacji obsłużysz w rękawicach, przyciski trybów pracy zawieszenia i skrzyni są wyraźnie odseparowane, a wszystkie najważniejsze funkcje nie są zakopane w wielopoziomowych menu. To ergonomia bardziej „analogowa”, ale dla wielu – przyjemnie bezpośrednia.

Widoczność, lusterka i poczucie kontroli

W Porsche 911 Turbo S pozycja za kierownicą i kształt nadwozia ułatwiają ocenę gabarytów. Charakterystyczna linia błotników pomaga wyczuć przód auta, a tylna szyba, choć niezbyt duża, w połączeniu z sensownymi lusterkami zapewnia przyzwoity przegląd sytuacji. System kamer 360 stopni i asystenci parkowania domykają temat – parkowanie w ciasnym garażu nie jest sportem ekstremalnym, tylko codzienną rutyną.

Nissan GT-R Nismo daje inne wrażenie. Siedzi się jak w pancernej kapsule – kokpit jest głębszy, linia okien wyższa, a słupki grubsze. Przód auta kończy się „gdzieś tam”, co na początku każe podjeżdżać do krawężników jak ostrożny taksówkarz z nowym autem. Szerokie tylne słupki ograniczają widoczność przy wyjeżdżaniu tyłem z miejsca parkingowego, więc lusterka i kamera cofania stają się naturalnym przedłużeniem oczu. Po przyzwyczajeniu daje to jednak przyjemne poczucie „siedzę w czymś poważnym, a nie w przerośniętym hatchbacku”.

Systemy wsparcia kierowcy i elektroniczne „anioły stróże”

911 Turbo S można wyposażyć w cały zestaw asystentów: adaptacyjny tempomat, utrzymanie pasa ruchu, rozbudowany system monitorowania martwego pola, asystenta jazdy w korku. W praktyce sprowadza się to do tego, że długie, autostradowe przeloty stają się mniej męczące. Auto gładko utrzymuje odległość od poprzedzającego samochodu, delikatnie koryguje tor jazdy, a przy powolnym „pełzaniu” w korkach przejmuje część monotonnej pracy. W supersamochodzie o takich osiągach to bywa zaskakująco przydatne – nie zawsze ma się ochotę ścigać z każdą ciężarówką na pasie rozbiegowym.

GT-R Nismo ma podejście bardziej zachowawcze. Podstawowe systemy bezpieczeństwa są obecne, ale nie otacza cię armia elektronicznych opiekunów. To auto zakłada, że kierowca wie, co robi – i że jeśli jedziesz 200 km/h, to robisz to świadomie, a nie dlatego, że asystent znów przypadkowo przyspieszył. Elektronika w GT-R-ze pomaga, ale rzadko się wtrąca; większy nacisk jest położony na kontrolę trakcji i rozkład napędu niż na lekkie poprawianie kursu na autostradzie.

Oświetlenie, nocna jazda i klimat we wnętrzu

W Porsche 911 Turbo S nowoczesne reflektory LED z funkcją doświetlania zakrętów i adaptacji strumienia światła znacząco poprawiają komfort nocnej jazdy. Światła działają precyzyjnie i równomiernie oświetlają drogę, co pomaga przy szybszej jeździe poza miastem. We wnętrzu delikatne podświetlenie ambientowe pozwala dopasować nastrój – można ustawić je tak, by po nocnej trasie nie czuć się jak po maratonie w biurze z jarzeniówkami.

Nissan GT-R Nismo ma oświetlenie funkcjonalne, ale mniej widowiskowe. Reflektory są skuteczne, jednak mniej „inteligentne” niż w Porsche – to raczej solidna latarka niż finezyjny system sceniczny. W kabinie dominuje prostsze podświetlenie przełączników i zegarów, które tworzy klimat bardziej „garażowo-torowy” niż luksusowy. Dla osób lubiących czytelność ponad efekty świetlne to może być wręcz zaleta.

Eksploatacja, koszty i życie z nimi po gwarancji

Spalanie i tankowanie – ile naprawdę biorą

Przy spokojnej jeździe autostradowej 911 Turbo S potrafi zaskoczyć umiarkowanym zużyciem paliwa. Dzięki długim przełożeniom i efektywnemu doładowaniu, silnik nie musi się specjalnie wysilać przy stałej prędkości. Sytuacja zmienia się dynamicznie, gdy zaczyna się intensywne korzystanie z pełnej mocy – wtedy każdy sprint, każde wyjście z zakrętu „na bogato” dramatycznie podnosi średnią. Benzynowa stacja staje się stałym punktem programu, ale to akurat trudno traktować jako wadę w aucie tej klasy.

GT-R Nismo jest jeszcze bardziej bezkompromisowy. Dwusprzęgłowa skrzynia, napęd na cztery koła i duża masa robią swoje – w mieście zużycie paliwa potrafi być konkretne, a dynamiczna jazda poza miastem szybko pokazuje, że zbiornik nie jest z gumy. Z drugiej strony, w ustabilizowanej jeździe pozamiejskiej, przy rozsądnych prędkościach, da się osiągnąć wyniki, które nie wywołują natychmiastowego bólu portfela. Warunek jest jeden: trzeba umieć odpuścić pokusie ciągłego przyspieszania.

Serwis, przeglądy i dostępność specjalistów

Porsche 911 Turbo S ma gęstą sieć autoryzowanych serwisów, zwłaszcza w Europie Zachodniej, ale także w większych miastach w Polsce. Przeglądy są drogie, części – jeszcze droższe, ale cały proces jest przewidywalny. Często można liczyć na samochód zastępczy, wygodną poczekalnię i obsługę skrojoną pod klienta wydającego spore sumy. Plusem jest też szeroka dostępność niezależnych warsztatów wyspecjalizowanych w Porsche, które radzą sobie z typowymi przypadłościami tych aut i często oferują bardziej przystępne ceny.

Nissan GT-R Nismo jest bardziej wymagający pod względem logistyki. Nie każdy serwis Nissana ma doświadczenie z GT-R-em, a tym bardziej z wersją Nismo. Części potrafią być drogie i czasem trzeba na nie poczekać dłużej, szczególnie w przypadku bardziej specyficznych elementów zawieszenia czy napędu. Z drugiej strony, jest rosnąca grupa niezależnych specjalistów, którzy znają te auta od podszewki, prowadzą projekty tuningowe i potrafią ogarnąć egzemplarz po torowych eskapadach. To trochę świat półkulinarny: albo idziesz do sieciówki, albo do bardzo konkretnego szefa kuchni, który zna każdą przyprawę.

Trwałość, mity i realne bolączki

911 Turbo S uchodzi za jedno z najbardziej „pancernych” supersamochodów, o ile serwis jest prowadzony zgodnie z zaleceniami. Silniki turbo przy prawidłowym obchodzeniu się z nimi (rozgrzewanie, chłodzenie turbosprężarek, nieprzeciąganie wymian oleju) znoszą wysokie przebiegi lepiej, niż mogłoby się wydawać. Typowe problemy dotyczą raczej elektroniki, drobnych elementów osprzętu czy eksploatacyjnych części zawieszenia niż spektakularnych awarii jednostki napędowej. Wersje intensywnie jeżdżone po torze mogą wymagać częstszej wymiany hamulców i opon, ale to koszt wpisany w zabawę.

Jeśli chcesz pójść krok dalej, pomocny może być też wpis: Superszybkie ładowanie – premiery elektryków z nową technologią.

Nissan GT-R Nismo zyskał reputację „japońskiego czołgu” – i nie bez przyczyny. Napęd, przy odpowiednim serwisie i rozsądnym traktowaniu skrzyni dwusprzęgłowej, wytrzymuje naprawdę duże obciążenia. W egzemplarzach mocno użytkowanych torowo pierwsze na linii frontu są opony, hamulce oraz elementy zawieszenia. Sama jednostka VR38DETT, przy regularnej wymianie oleju i dobrej jakości paliwie, jest w stanie znosić długotrwałe katowanie. Największe problemy pojawiają się zwykle wtedy, gdy ktoś za bardzo „podkręci” moc, a za mało uwagi poświęci chłodzeniu i reszcie osprzętu.

Ubezpieczenie, podatki i koszty dodatkowe

W przypadku 911 Turbo S składki ubezpieczeniowe są wysokie, ale stosunkowo przewidywalne – to auto oficjalnie sprzedawane, dobrze znane ubezpieczycielom, z bogatą historią statystyczną. Dodatkowym kosztem bywają rozszerzone pakiety serwisowe czy programy gwarancyjne dla starszych egzemplarzy, które potrafią sporo kosztować, ale w zamian dają spokój przy ewentualnych drogich naprawach.

GT-R Nismo bywa bardziej kapryśny dla portfela, jeśli chodzi o polisy. Niska liczba egzemplarzy, wysoka moc i tuningowy potencjał sprawiają, że część ubezpieczycieli patrzy na niego podejrzliwie. Składki mogą być znacząco wyższe niż w przypadku „zwykłych” mocnych coupe. Często dochodzą też koszty modyfikacji – jeśli ktoś doposaża auto w nieoryginalne części, trzeba to uzgodnić z ubezpieczycielem, inaczej w razie szkody zaczyna się festiwal tłumaczeń.

Charakter, emocje i wizerunek kierowcy

To, jak jeżdżą, a to, jak się czują

Porsche 911 Turbo S imponuje łatwością, z jaką „robi swoje”. Przyspieszenie jest brutalnie skuteczne, ale podane w uporządkowanej, niemieckiej formie: ma być szybko, ale kontrolowanie i powtarzalnie. Kierowca ma wrażenie, że siedzi w perfekcyjnie naoliwionej maszynie, która zawsze ma jeszcze jedną rezerwę w zanadrzu. Nawet przy bardzo wysokich prędkościach auto pozostaje stabilne, a elektronika dyskretnie wygładza błędy. Emocje są intensywne, ale podszyte spokojem – jak u sportowca, który wie, że jest faworytem.

Nissan GT-R Nismo buduje emocje inaczej. Jest bardziej surowy, momentami wręcz brutalny w sposobie przekazywania tego, co dzieje się z napędem i zawieszeniem. Czuć pracę mechaniki, szybkie zmiany biegów bywają szarpane, a dźwięk napędu towarzyszy praktycznie każdemu mocniejszemu wciśnięciu gazu. Kierowca ma poczucie, że nic nie jest „wygładzane” ponad konieczność. Dla jednych to męczące, dla innych – uzależniające, bo auto wciąga w proces jazdy bardziej bezpośrednio.

Wizerunek na ulicy i reakcje otoczenia

911 Turbo S jest rozpoznawalne, ale nie krzykliwe. Klasyczna sylwetka 911 budzi raczej szacunek niż sensację. W wersji Turbo S dochodzą większe wloty powietrza, szerokie nadkola i charakterystyczne felgi, ale całość nadal trzyma się granicy dobrego smaku. Pod biurem, restauracją czy przed hotelem to auto mówi: „jestem szybki i drogi”, ale nie krzyczy: „zrób mi zdjęcie, bo zaraz odlecę”. To dla wielu poważny argument, jeśli samochód ma być używany też w świecie garniturów i spotkań biznesowych.

Nissan GT-R Nismo działa odwrotnie. Agresywny bodykit, ogromne felgi, spoiler, przetłoczenia – to wszystko sprawia, że auto nie potrafi pozostać anonimowe. Dzieciaki wyciągają telefony, przechodnie się odwracają, a co drugi fan motoryzacji kojarzy GT-R-a z rekordami z gier wyścigowych czy filmów. Dla introwertyków może to być problem, dla ekstrawertyków – dodatkowy bonus. Wizerunkowo to samochód, który bardziej kojarzy się z torowym szaleństwem niż z dyskretnym luksusem.

Dźwięk, który buduje charakter

Dźwięk 911 Turbo S jest stonowany na tle klasycznych, wolnossących 911. Turbosprężarki tłumią część „mechanicznej orkiestry”, ale w zamian pojawia się specyficzne świszczenie, syczenie i głębokie pomruki przy przyspieszaniu. W trybie sport wydech się otwiera, auto zaczyna strzelać przy odpuszczaniu gazu, ale nadal nie zamienia się w uliczny megafon. To raczej dopracowany soundtrack do szybkiej jazdy niż ciągła demonstracja mocy.

GT-R Nismo brzmi bardziej surowo. Silnik V6 z podwójnym doładowaniem wydaje ostrzejszy, bardziej „metaliczny” dźwięk, a wydech chętniej informuje świat, że ktoś właśnie mocniej wcisnął prawy pedał. W środku słychać nie tylko motor, ale też szum napędu, odgłosy przekładni i pracę opon. Całość tworzy coś w rodzaju mechanicznej symfonii, która przy spokojnej jeździe może męczyć, ale przy dynamicznej – dodaje odwagi i buduje klimat jak na torowym track day’u.

Satysfakcja z posiadania – dwa różne spełnienia marzeń

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Co wybrać: Porsche 911 Turbo S czy Nissan GT-R Nismo do jazdy na co dzień?

Do codziennej jazdy zdecydowanie łatwiej żyć z 911 Turbo S. Jest lepiej wyciszone, ma bardziej komfortowe zawieszenie, wyższą jakość wykończenia wnętrza i jest zwyczajnie mniej męczące w korkach czy na długich trasach. Auto potrafi być szybkie jak pocisk, ale jeśli trzeba – zachowuje się jak spokojne, dobrze wychowane GT do wszystkiego.

GT-R Nismo na co dzień też da się używać, ale wymaga większej tolerancji na hałas, sztywne zawieszenie i ogólnie „torowy” charakter. To samochód, który raczej zachęca do jazdy dynamicznej niż do relaksu po pracy.

Który samochód jest szybszy – Porsche 911 Turbo S czy Nissan GT-R Nismo?

W typowych pomiarach przyspieszenia (0–100 km/h, elastyczność) przewagę ma 911 Turbo S – głównie dzięki bardzo mocnemu silnikowi, błyskawicznej skrzyni PDK i świetnej trakcji. Porsche jest stworzone do tego, żeby „odjeżdżać” praktycznie w każdym scenariuszu: autostrada, wyprzedzanie, kręte drogi.

GT-R Nismo nadrabia na torze charakterem i sposobem, w jaki buduje tempo. Ma bardziej „dzikie” oddawanie mocy, potrafi dać poczucie większej brutalności, ale w czystych liczbach to Turbo S częściej okaże się szybsze.

Jak wygląda komfort jazdy Porsche 911 Turbo S vs Nissan GT-R Nismo?

911 Turbo S jest zaskakująco komfortowe jak na auto o takich osiągach. Adaptacyjne zawieszenie, dobre wyciszenie, wygodne fotele i dopracowana ergonomia robią z niego bardzo sensowny samochód na dłuższe trasy – można nim spokojnie pojechać na wakacje, a nie tylko na track day.

GT-R Nismo jest dużo bardziej sztywny, głośniejszy i „twardszy” w odbiorze. Nierówności czuć wyraźniej, dźwięki z nadkoli i napędu mocniej docierają do kabiny, a całość przypomina bardziej auto z homologacją torową niż luksusowe gran turismo. Dla części kierowców to zaleta, ale komfortowo będzie mniej.

Jak te auta sprawdzają się na torze wyścigowym?

GT-R Nismo jest skonstruowany pod tor: agresywna aerodynamika, dodatkowy docisk, sztywniejsze zawieszenie, wyczynowe nastawy napędu. Daje bardzo bezpośrednie, „surowe” wrażenia z jazdy i mocno angażuje kierowcę – to auto, które na ciasnym torze potrafi naprawdę błyszczeć.

911 Turbo S na torze jest piekielnie szybkie, ale ma w sobie więcej „cywilizacji”. Trzyma bardzo równe tempo, jest przewidywalne i łatwiejsze do ogarnięcia przy granicznych prędkościach. Jeśli ktoś zaczyna swoją przygodę z bardzo szybkim autem na track day, w Porsche będzie miał zwykle mniej stresu niż w GT-R Nismo.

Który model lepiej trzyma wartość: 911 Turbo S czy GT-R Nismo?

911 Turbo S tradycyjnie bardzo dobrze trzyma wartość – zwłaszcza zadbane egzemplarze z pewną historią serwisową, prowadzone w ASO. Utrata wartości jest mniejsza niż w większości podobnie szybkich aut, więc finansowo to dość „bezpieczny” supersamochód.

GT-R Nismo jest rzadki i ma kultowy status, co też pomaga cenom. Problemem bywa jednak mała podaż i sporo egzemplarzy po modyfikacjach. Dobrze utrzymany, fabryczny Nismo potrafi bronić ceny bardzo dzielnie, ale znalezienie takiego auta wymaga cierpliwości i dokładnych oględzin.

Jak z dostępnością serwisu i części do Porsche 911 Turbo S i Nissana GT-R Nismo?

Porsche ma rozbudowaną sieć dealerską w Europie, dostęp do oryginalnych części jest prosty, a procedury serwisowe są dobrze poukładane. To oznacza mniejszy stres, gdy coś trzeba zrobić „na już” – od przeglądu po naprawę po drobnej stłuczce na parkingu centrum handlowego.

GT-R Nismo jest dużo bardziej niszowy. Aut jest mało, wyspecjalizowanych serwisów jeszcze mniej, a niektóre części trzeba sprowadzać. Dla pasjonera to nie problem, ale ktoś, kto oczekuje obsługi „jak w zwykłym aucie premium”, może się chwilami zdziwić.

Czym różni się charakter silnika w 911 Turbo S i GT-R Nismo?

Silnik bokser w 911 Turbo S z turbosprężarkami o zmiennej geometrii daje bardzo liniowe, przewidywalne oddawanie mocy. Auto ciągnie równo z niskich obrotów, reaguje błyskawicznie na gaz i pozwala jechać niemal „na leniwca”, bez kręcenia silnika do czerwonego pola przy każdym manewrze.

V6 w GT-R Nismo ma bardziej klasyczny, „teatralny” charakter turbodoładowania. Przy wyższych obrotach czuć dodatkowy kop, co buduje emocje i uzależnia, ale na tle Porsche wydaje się mniej aksamitne w spokojnej, miejskiej jeździe. To raczej typ: „proszę, wkręć mnie, zobaczysz o co chodzi”.

Najważniejsze wnioski

  • Porsche 911 Turbo S i Nissan GT-R Nismo dążą do tego samego celu – ekstremalnej szybkości przy zachowaniu codziennej użyteczności – ale robią to zupełnie inną filozofią: eleganckiej efektywności (Porsche) kontra techno-brutalnej torowej ostrości (Nissan).
  • 911 Turbo S jest projektowane jako „rakieta do wszystkiego”: łączy osiągi supersamochodu z komfortem zbliżonym do limuzyny, wysoką jakością wykonania i dyskretnym wizerunkiem, który pasuje i pod biurowiec, i pod operę.
  • GT-R Nismo jest adresowany do kierowcy, który ponad komfort i wyciszenie stawia surowe emocje i torowe wrażenia; akceptuje większy hałas, twardsze zawieszenie i bardziej bezpośredni charakter w zamian za mocniejsze „uderzenie” adrenaliny.
  • Rynek faworyzuje Porsche pod względem dostępności: 911 Turbo S łatwiej kupić jako nowe lub używane, ma rozbudowaną sieć serwisową i świetnie trzyma wartość, co zmniejsza realny koszt posiadania.
  • GT-R Nismo jest rzadkim, mocno niszowym towarem – zarówno jako nowy, jak i używany – co utrudnia znalezienie egzemplarza, ale równocześnie wspiera jego status „białego kruka” i pomaga utrzymać wysoką cenę na rynku wtórnym.
  • Przy 911 Turbo S dominują auta serwisowane w ASO i trzymane „pod linijkę”, podczas gdy wśród GT-R Nismo łatwo trafić na egzemplarze po modyfikacjach; dla jednych to problem przy zakupie, dla innych gotowa droga do auta szybszego niż fabryka przewidziała.